Shalom Bracia i Siostry w Chrystusie
Pozdrawiam Was moi drodzy w drogocennym imieniu Naszego Pana Jezusa Chrystusa!
Nazywam się Musungu Paivin Vincent z Ugandy. Jestem wolontariuszem usługującym w służbie która otacza opieką mniej uprzywilejowane i potrzebujące dzieci. Z głębi serca dziękujemy wam umiłowani bracia i siostry jak i również dziękujemy w imieniu tych maleńkich dzieci Bożych, jest to wielkie błogosławieństwo połączyć się z wami i być częścią Bożej rodziny
Służba opieki nad sierotami nie rozpoczęła się według planu ale rozpoczęła się od ciężaru jaki Pan położył w moje serce.
W latach 2018-2020 straciłem całą rodzinę jaką miałem, wszystkich moich bliskich, mamę, babcie. Nie mogłem dokończyć szkoły ponieważ mama była moją jedyną opiekunką jaką miałem. Gdy po śmierci mamy wróciłem do babci do wioski gdzie mieszkała po kilku miesiącach pobytu tam również i ją straciłem, zmarła na gruźlicę oraz chorobę serca.
Dawny sąsiad mojej babci który miał z nią dobre relacje ale pracował i mieszkał w mieście usłyszał kilkukrotnie od innych że w domu zostało osierocone dziecko które prosi codziennie o jedzenie i wykrada jedzenie z ogrodów. Nie znałem tego człowieka wcześniej, pierwszy raz go widziałem gdy przyjechał do wioski żeby się mną zaopiekować. W sercu czułem i wierzyłem że to Bóg posłał tego człowieka aby mnie ocalić. Zabrał mnie do swojego przyjaciela w społeczności Chrystusowej w mieście gdzie zamieszkałem, dołączyłem do chóru, od tej pory oddałem swoje życie Jezusowi Chrystusowi.
Od samego początku Pan zwracał moją uwagę na dzieci dookoła mnie, dostrzegałem dzieci które były zapomniane, porzucone, głodne bez miłości, bez nikogo kto by powiedział im o Jezusie a to spowodowało że pamiętałem o swoim wcześniejszym życiu sieroty.
Któregoś dnia obudziłem się aby przeczytać swoją biblię, nigdy tego nie zapomnę, otworzyłem ją i pierwszy werset na który spojrzałem brzmiał:
Lecz Jezus powiedział: Zostawcie dzieci i nie zabraniajcie im przychodzić do mnie, bo do takich należy królestwo niebieskie. Ewangelia Mateusza 19:14. Ten werset złamał moje serce, w tym momencie poczułem jak moje życie wyglądało wcześniej jako sierota. Od tego momentu nie mogłem spać, zacząłem czuć ciężar w moim sercu pytając siebie, VINCENT KTO SIĘ NIMI ZAOPIEKUJE JEŚLI NIE TY?
A więc powolutku zacząłem pracować wraz z braćmi w Chrystusie ze społeczności którzy dołączyli do mnie po wysłuchaniu wizji i misji którą miałem. Miałem swój mały business sprzedawaliśmy popcorn każdego wieczoru na ulicy aby mieć pieniądze żeby wykarmić dzieci. Dzięki łasce Pana udało się znaleźć i wynająć miejsce aby schronić dzieci które spały na ulicy.
Opiekowaliśmy się wtedy 15 dziećmi które były dokarmiane w lokalnej społeczności braci i sióstr, inne zaczęły przychodzić z ulicy jedno po drugim, nie które pochodziły z rozbitych rodzin, porzuconych przez opiekunów w większej mierze z powodu biedy. Przyjmowaliśmy każde dziecko, ale z biegiem czasu liczba ich wzrastała, a więc potrzebny był inny sposób żeby zapewnić tym dzieciom wyżywienie. Doszliśmy do momentu w którym byliśmy wstanie dać dzieciom jeden posiłek dziennie aby przeżyły z dnia na dzień.
Musiałem otworzyć stronę internetową aby poprosić o pomoc i wsparcie aby połączyć się z innymi bracmi i siostrami w Chrystusie którzy będą chetni dołączyć do mnie.
Najbardziej przykrą rzeczą która się w tym czasie wydarzyła była utrata jednego dziecka. Z początku czułem jakbym ich zawiódł i modliłem się do Boga o siłe bo przyniosło to wiele bólu którego doświadczyłem.
Zaczęliśmy przekazywać dzieciom Słowo naszego Niebiańskiego Boga, śpiewaliśmy z nimi, i pokazywaliśmy im jak bardzo są kochane przez Boga. Nie mieliśmy dużo ale Bóg zaopatrywał nas we wszystko czego potrzebowaliśmy każdego dnia.
Chwała Naszemu Pani Jezusowi Chrystusowi! Zaczął on przyprowadzać braci i siostry w Chrystusie, stawiał ich na naszej drodze.
Tutejsze społeczeństwo braci i sióstr również nam pomagało na drodze naszej służby którzy przynosili plony ze swoich ogrodów. Mamy braci i siostry którzy dawali nam pieniądze abyśmy opłacali czynsz za wynajem sierocińca i kupowali jedzenie dzieciom. Staliśmy się rodziną i wtedy zrozumiałem że nie jestem sam i nie sam wszystko robię ale ciało Pana Jezusa Chrystusa. Bóg użył różnych osób w różnych momentach aby pokazać mi że to była Jego zasługa a nie moja.
Będąc z wami szczery bracia i siostry, służba ta nie wygląda łatwo bo czasami nie wiemy kiedy dzieci zjedzą następny posiłek lub czy czynsz za sierociniec będzie opłacony ale modlimy się do Boga i On nas zaopatrza.
Największą trudnością z jaką przyszło nam się zmierzyć to brak wsparcia finansowego, jest nam bardzo ciężko samym zaopatrzyć wszystkie te maluchy w potrzeby które mają. Obecnie mamy 62 dzieci i są dzieci które przychodzą do nas w ciągu dnia aby coś przekąsić. Przyjęlibyśmy dużo więcej dzieci w łasce Pana Jezusa Chrystusa ale miejsce w którym obecnie jesteśmy jest zbyt małe na wszystkie którymi się opiekujemy.
Potrzebujemy i prosimy was o modlitwy aby Bóg dalej dodawał nam swojej mądrości, siły, i otwartych drzwi. Wierzymy temu co mówi list do Filipian 4:19,
Lecz mój Bóg zaspokoi wszelką waszą potrzebę według swego bogactwa w chwale, w Chrystusie Jezusie.
Sierociniec w Ugandzie dla wszystkich mniej uprzywilejowanych dzieci powstał w modlitwach i kontynuacja jego zawsze będzie odbywała się w modlitwach. Mocno wierzę w moim sercu że Bóg był tym który rozpoczął tą posługę i on ją doprowadzi do końca.
Zapraszam was bracia i siostry jeśli tylko Bóg poruszy wasze serca aby dołączyć do nas i wspólnie z nami ratować Boże dzieci w tej niezwykłej podróży która daje im nadzieję, rekompensuje to co utraciły jako sieroty i rozświetla przyszłość ponieważ jesteśmy Bożym stworzeniem przeznaczonym do dobrych czynów z Ducha. Chodźcie z nami tą ścieżką którą Bóg umieścił w waszych sercach.
Niech Nasz Pan błogosławi was nasza umiłowana rodzino. Bardzo dziękuję za przeczytanie.
Z Panem Jezusem Chrystusem
Brat Vincent